«Pora deszczów»

- 1 -
Harry Games
Arkadij i Borys Strugaccy Pora deszczów

Przezwyciężając zażenowanie Wiktor spojrzał na Lolę. Na twarzy miała czerwone plamy, wargi jej drżały, jakby chciała się rozpłakać, ale oczywiście płakać nie zamierzała, była rozwścieczona do ostateczności.

— Widzisz? — zapytała Wysokim głosem. — Taka smarkata… Gówniara! Nie ma dla niej nic świętego, każde słowo — zniewaga, jakbym nie była jej matką, tylko szmatą do podłogi, o którą można wytrzeć buty. Wstyd mi przed sąsiadami! Paskudztwo, chamka…

Tak, pomyślał Wiktor, i ja z tą kobietą żyłem. Chodziłem z nią w góry, czytałem jej Baudelairea, drżałem od jej dotknięcia, pamiętam jej zapach., jzdaje się, że nawet biłem się o nią. Do dzisiaj nie rozumiem, o czym ona myślała, kiedy czytałem jej Baudelairea? Nie, to doprawdy zdumiewające, że udało mi się od niej uciec. Po prostu niepojęte, jak to się stało, że mnie wypuściła? Zapewne też nie byłem bukiecikiem fiołków. Pewnie i teraz nie jestem, ale wtedy piłem jeszcze więcej niż obecnie, a do tego uważałem się za wielkiego poetę.

— Ty, oczywiście, nie masz do tego głowy, gdzie tam — mówiła Lola — życie w stolicy, różne tam primabaleriny, artystki… Wiem wszystko. Nie wyobrażaj sobie, że my o niczym nie wiemy. I ta twoja ogromna forsa, i kochanki, i nie kończące się skandale… Jeśli chcesz wiedzieć, mnie to jest doskonale obojętne, nie przeszkadzałam ci, robiłeś co chciałeś…

W ogóle gubi ją to, że bardzo dużo mówi. Jako panna była cicha, milcząca i tajemnicza. Są takie panienki, które od urodzenia wiedzą, jak się zachować. Ona wiedziała. Zresztą i teraz właściwie nieźle wygląda, kiedy na przykład siedzi milcząc na kanapie z papierosem i pokazuje kolana… albo nagle splecie dłonie na karku i się przeciągnie… Na prowincjonalnego adwokata to powinno nadzwyczajnie działać… Wiktor wyobraził sobie sympatyczny wieczór — ten stolik przysunięty tak do kanapy, butelka, szampan pieni się w kielichach, przewiązana wstążeczką bombonierka czekolady i sam adwokat — wykrochmalony, muszka pod szyją. Wszystko jak u ludzi i nagle wchodzi Irma… Koszmar, pomyślał Wiktor, nieszczęsna kobieta.

- 1 -