«Planeta bez powrotu»

- 2 -

— Kontynuuję raport. Jestem poza statkiem. Będę szedł wolno, aż mój oddech wróci do normy. Mam obolałe kości. Lądowałem spadając swobodnie do ostatniej chwili. Było to naprawdę szybkie lądowanie i w końcowym momencie miałem piętnaście G. Na razie nic nie wskazuje na to, bym został namierzony podczas spadania. Będę mówił przez cały czas. Ten przekaz jest nagrywany na moim statku dalekiego zasięgu krążącym na orbicie. Tak więc bez względu na to, co się stanie ze mną, ten raport przetrwa. Chcę uniknąć takiej partaniny, jaką odwalił Marcill.

Nie czuł wyrzutów sumienia z powodu tych słów. Odzwierciedlały one to, co myślał o swoim martwym już poprzedniku. Gdyby Marcill przedsięwziął jakiekolwiek środki ostrożności, żyłby pewnie nadal. Pomijając zresztą środki ostrożności, ten dureń powinien był jednak pomyśleć o pozostawieniu jakiejś wiadomości. Nie zostało po nim nic, absolutnie nic, i nie wiadomo, co się z nim stało. Nawet słowa raportu, który mógłby teraz pomóc. Hartig zmarszczył nos, myśląc o tym. Lądowanie na nowej planecie zawsze jest niebezpieczne bez względu na to, jak niewinnie by ona wyglądała. Również i ta, Selm — II, nie była z pewnością pod tym względem wyjątkiem, zwłaszcza że nie wyglądała wcale przyjaźnie. To była pierwsza robota Marcilla. I ostatnia. Przekazał relację z orbity podając położenie miejsca, w którym zamierzał lądować. I nic więcej. Dureń! Od tego czasu wszelki słuch o nim zaginął. Właśnie wtedy zdecydowano się wezwać fachowca. Dla Hartiga był to siedemnasty zwiad planetarny. Zamierzał wykorzystać całe swoje doświadczenie, aby na siedemnastu się nie skończyło.

— Rozumiem, dlaczego Marcill wybrał właśnie to miejsce. Nie ma tu niczego prócz trawy. To bezludna równina ciągnąca się na wszystkie strony. tuż obok miejsca lądowania rozegrała się jakaś bitwa… i to nie tak dawno. Pozostałości po niej znajdują się na wprost mnie. Wygląda to na różnego rodzaju sprzęt bojowy. Kiedyś te maszyny musiały wyglądać imponująco, teraz jednak są porozrywane i pordzewiałe. Spróbuję przyjrzeć się im z bliska.

Hartig zamknął wejście do śluzy i ostrożnie, nie przerywając relacji, ruszył w stronę pobojowiska.

- 2 -