«Prawda»

- 6 -
Harry Games

— Co co? — Sierżant Colon podniósł stawkę. — Jakie były inne możliwości?

— Nie gadaj mi tu głupot… Czy wy, tam na dole, w łódce, atakujecie miasto?

— Nie.

— To w porządku — ucieszył się Colon, który w taką noc chętnie wierzył ludziom na słowo. — No to ruszajcie się, bo zaraz opuszczamy kratę.

Po chwili wiosła zachlupotały, a ich skrzypienie ucichło w dole rzeki.

— Myślisz, że to wystarczy tak ich zwyczajnie zapytać? — odezwał się Nobby.

— Przecież powinni wiedzieć — odparł Colon.

— No tak, ale…

— To była malutka łódka wiosłowa, Nobby. Oczywiście, jeśli masz ochotę schodzić na sam dół po tych ślicznie oblodzonych stopniach, aż na nabrzeże…

— Nie, sierżancie.

— No to wracajmy na komendę.

* * *

William podniósł kołnierz płaszcza, spiesząc do Cripslocka, grawera i rytownika. Zatłoczone zwykle ulice były puste. Tylko najpilniejsze sprawy skłaniały dzisiaj ludzi do wyjścia. Zapowiadała się bardzo paskudna zima, mieszanina marznącej mżawki, śniegu i wiecznie obecnego, wiecznie się kłębiącego smogu Ankh-Morpork.

Wzrok Williama przyciągnęła niewielka plama światła w pobliżu Gildii Zegarmistrzów. W blasku widoczna była niska, przygarbiona sylwetka.

Podszedł bliżej.

— Gorąca kiełbaska? — zaproponował głos brzmiący tak, jakby stracił wszelką nadzieję. — W bułce?

— Pan Dibbler? — upewnił się William.

Gardło Sobie Podrzynam Dibbler, najbardziej przedsiębiorczo pechowy biznesmen Ankh-Morpork, przyjrzał się Williamowi ponad swą przenośną tacą do gotowania kiełbasek. Płatki śniegu syczały w krzepnącym tłuszczu.

William westchnął.

— Pracuje pan do późna, panie Dibbler — stwierdził grzecznie.

— Ach, to pan Word. Czasy są ciężkie w branży handlu gorącymi kiełbaskami.

— Trudno związać koniec z mięsem, co? — zapytał William. Nie mógłby się powstrzymać nawet za sto dolarów i cały statek fig.

— Wyraźny krach na rynku spożywczym — przyznał Dibbler, zbyt głęboko pogrążony w smutku, żeby cokolwiek zauważyć.

— Trudno ostatnio znaleźć kogoś chętnego do zakupu kiełbaski w bułce.

- 6 -