«Na glinianych nogach»

- 1 -
Terry Pratchett Na glinianych nogach

Była ciepła, wiosenna noc, kiedy jakaś pięść huknęła o drzwi tak mocno, że wygięły się zawiasy.

Mężczyzna otworzył i wyjrzał na ulicę. Znad rzeki unosiła się mgła, a noc była chmurna. Równie dobrze mógłby starać się zobaczyć coś przez biały aksamit.

Ale potem miał wrażenie, że dostrzega jakieś kształty tuż poza granicą wylewającego się na ulicę światła. Wiele kształtów, obserwujących go uważnie. Zdawało mu się, że była tam nawet sugestia bardzo słabych świetlnych punkcików…

Nie mógł się jednak mylić co do kształtu wyrastającego tuż przed nim. Był wielki, ciemnoczerwony i przypominał ulepioną przez dziecko figurkę człowieka z gliny. Oczy miał jak dwie jarzące się głownie.

— Tak? Czego tu szukasz o tej porze?

Golem wręczył mu tabliczkę, na której było napisane:

SŁYSZELIŚMY, ŻE POTRZEBUJESZ GOLEMA.

Oczywiście, golemy przecież nie mówią, prawda?

— Ha! Potrzebuję, tak. Ale żeby mnie było stać, to już nie bardzo. Rozglądałem się trochę, ale zabójcze ceny ostatnio za was biorą…

Golem starł litery z tabliczki i napisał:

JAK DLA CIEBIE, STO DOLARÓW.

— Jesteś na sprzedaż?

NIE.

Golem odsunął się ciężko. W krąg światła wkroczył inny.

To także był golem — mężczyzna nie miał wątpliwości. Ale nie przypominał tych niezgrabnych brył gliny, jakie czasem widywał. Lśnił jak świeżo wypolerowany posąg, wyrzeźbiony perfekcyjnie, aż po szczegóły odzieży. Podobny był trochę do któregoś z królów miasta ze starego portretu, z wyniosłą postawą i władczą fryzurą. Miał nawet wąską koronę uformowaną na głowie.

— Sto dolarów? — zapytał podejrzliwie mężczyzna. — A co z nim jest nie w porządku? Kto go sprzedaje?

WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU. DOSKONAŁY W KAŻDYM SZCZEGÓLE. DZIEWIĘĆDZIESIĄT DOLARÓW.

— Wygląda na to, że ktoś chce się go szybko pozbyć…

GOLEM MUSI PRACOWAĆ. GOLEM MUSI MIEĆ WŁAŚCICIELA.

— No tak, zgadza się. Ale słyszy się różne historie… Jak popadają w szaleństwo, pracują za dużo i takie tam.

NIE JEST SZALONY. OSIEMDZIESIĄT DOLARÓW.

- 1 -