«Pomniejsze bóstwa»

- 6 -

— Doskonale. A teraz opowiedz mi o tych głosach. Brutha zmiął w palcach brzeg szaty.

— To był raczej jeden głos, mistrzu — wyznał.

— …raczej jeden głos — powtórzył Nhumrod. — A co ten głos mówił? Hm?

Brutha zawahał się. Właściwie, kiedy się zastanowić, to głos w ogóle niewiele powiedział. Po prostu mówił. Ale rozmowa z bratem Nhumrodem nigdy nie była łatwa. Miał on irytujący zwyczaj zerkania z ukosa na usta mówiącego i powtarzania ostatnich słów praktycznie w chwili, kiedy zostały wypowiedziane. I przez cały czas dotykał różnych rzeczy: ścian, mebli, ludzi… Jakby się bał, że cały wszechświat zniknie, jeśli nie będzie na niego uważał. A jego nerwowe tiki były tak liczne, że musiały ustawiać się w kolejce. Brat Nhumrod był całkiem normalny jak na kogoś, kto przeżył pięćdziesiąt lat w Cytadeli.

— No więc… — zaczął Brutha.

Brat Nhumrod uniósł szczupłą dłoń. Brutha widział błękitne żyłki pod jego skórą.

— Z pewnością wiesz, że istnieją dwa rodzaje głosów, które można usłyszeć duchowo. — Brew przewodnika nowicjuszy zadrgała gwałtownie.

— Tak — zapewnił pokornie Brutha. — Brat Murduck nam mówił.

— …nam mówił. Tak. Gdy czasem w swej nieskończonej mądrości uzna to za stosowne, Bóg sam przemawia do wybrańca, który zostaje potem wielkim prorokiem. Jestem pewien, że nie uważasz się za takiego. Hm?

— Nie, mistrzu.

— …mistrzu. Ale są też inne. — W głosie brata Nhumroda pojawiło się lekkie drżenie. — Mamiące, kuszące, przekonujące. Tak? Głosy, które tylko czekają, by nas zaskoczyć. Zgadza się?

Brutha odetchnął cicho. Wiedział już, na czym stoi.

Wszyscy nowicjusze znali tego rodzaju głosy. Tyle że zwykle mówiły one o rzeczach prostych, takich jak przyjemności nocnych manipulacji albo ogólna potrzeba dziewcząt. Co dowodziło tylko, że wśród głosów są to prawdziwi nowicjusze. Brat Nhumrod słyszał głosy, które wobec tamtych były niczym pełne oratorium. Niektórzy co bardziej zuchwali nowicjusze często próbowali nakłonić brata Nhumroda do wykładu o głosach. Jego wykłady były naprawdę kształcące, twierdzili. Zwłaszcza wtedy, kiedy białe kropelki śliny pojawiały mu się w kącikach ust.

Brutha słuchał.

* * *

Brat Nhumrod był przewodnikiem nowicjuszy, ale nie wszystkich — tylko tej grupy, do której należał Brutha. Byli też inni. Może ktoś w Cytadeli wiedział, ilu ich jest. Istniał gdzieś ktoś taki, czyim zadaniem było wiedzieć wszystko.

- 6 -