«Pomniejsze bóstwa»

- 5 -

Garstka jednak trafia w wyższe regiony. Powodem może być cokolwiek. Pasterz szukający zbłąkanej owcy znajduje ją w krzakach i poświęca minutę czy dwie, żeby wznieść niewielki kamienny ołtarzyk w ogólnej podzięce wszelkim duchom, jakie mogą przebywać w okolicy. Albo jakieś niezwykle ukształtowane drzewo zostanie skojarzone z lekiem na chorobę. Albo ktoś wyryje spiralę na samotnym głazie. Albowiem bogowie potrzebują wiary, a ludzie pragną bogów.

Często na tym się kończy. Ale czasami wydarzenia rozwijają się dalej. Dodawane są następne kamienie, układane kolejne głazy; w miejscu, gdzie kiedyś rosło drzewo, staje świątynia. Bóg wtedy nabiera mocy, wiara wyznawców niesie go w górę jak tysiąc ton paliwa rakietowego. Nieliczni sięgają aż do nieba.

A czasem nawet dalej.

Brat Nhumrod w odosobnieniu swej surowej celi walczył z nieczystymi myślami, kiedy usłyszał rozgorączkowany głos z sypialni nowicjuszy. Młody Brutha leżał plackiem przed posągiem Oma w Jego manifestacji jako gromu, dygotał cały i mamrotał fragmenty modlitw. W tym chłopcu jest coś, co przyprawia o dreszcze, pomyślał Nhumrod. To sposób, w jaki patrzy, kiedy się do niego mówi. Całkiem jakby słuchał.

Podszedł bliżej i szturchnął nowicjusza końcem laski. — Wstawaj, chłopcze! Co właściwie robisz w sypialni w środku dnia, co?

Brutha zdołał jakoś odwrócić się, wciąż leżąc plackiem na podłodze, i chwycił kapłana za kostki.

— Głos! Głos! Mówił do mnie! — zajęczał. Nhumrod odetchnął. No tak… Znalazł się na znajomym terenie. Na głosach znał się doskonale. Słyszał je przez cały czas.

— Wstań, chłopcze — powiedział nieco łagodniejszym tonem.

Brutha podniósł się z podłogi.

Był — na co Nhumrod już wcześniej narzekał — trochę za duży do nowicjatu. Miał jakieś dziesięć lat za dużo. Dajcie mi chłopaka w wieku do siedmiu lat, mawiał zawsze brat Nhumrod.

Ale Brutha pewnie umrze jako nowicjusz. Kiedy ustalali zasady, nie przewidzieli kogoś takiego jak Brutha.

Szeroka, szczera, rumiana twarz skierowała się ku przewodnikowi.

— Usiądź na swoim łóżku, Brutho — polecił Nhumrod.

Brutha natychmiast wykonał polecenie. Nie znał znaczenia słowa „nieposłuszeństwo”. Było to jedno z bardzo wielu słów, których znaczenia nie znał.

Nhumrod usiadł obok niego.

— Słuchaj mnie uważnie, Brutho — rzekł. — Wiesz, co spotyka ludzi, którzy głoszą kłamstwa, prawda?

Brutha zaczerwienił się i kiwnął głową.

- 5 -