«Ruchome obrazki»

- 6 -
* * *

Bum!

Eksplozja zniszczyła okna, drzwi i większą część komina. Przy ulicy Alchemików taki wybuch nie był niczym niezwykłym. Sąsiedzi woleli nawet eksplozje, które przynajmniej łatwo jest zlokalizować i które szybko się kończą. Są o wiele lepsze od zapachów, które się sączą zewsząd i bez końca.

Eksplozje były tu naturalnym elementem krajobrazu — a raczej tego, co z niego zostało.

Ta ostatnia nieźle się udała, według opinii miejscowych koneserów. W kłębach czarnego dymu błysnęło czerwone jądro, które nie zawsze daje się zauważyć. Odłamki na wpół roztopionego muru były bardziej roztopione niż zwykle. Stanowczo, uznano, eksplozja robiła wrażenie.

Bum!

Minutę czy dwie po wybuchu jakaś postać wytoczyła się z poszarpanego otworu, gdzie kiedyś tkwiły drzwi. Nie miała włosów, a jej ubranie jeszcze się tliło.

Zataczając się dotarła do grupki gapiów podziwiających dzieło zniszczenia. Całkiem przypadkiem położyła dłoń na ramieniu sprzedawcy gorących mięsnych pasztecików i kiełbasek w bułce, znanego jako Gardło Sobie Podrzynam Dibbler. Dysponował on niemal magiczną zdolnością pojawiania się w miejscach, gdzie można coś sprzedać.

— Szukam… — oznajmiła postać z rozmarzeniem — słowa. Mam na końcu języka.

— Pypeć? — podpowiedział Gardło.

I natychmiast odzyskał handlowe zmysły.

— Po takich przeżyciach — dodał, podsuwając postaci tacę z taką ilością zutylizowanych szczątków organicznych, że była już prawie świadoma — przyda się panu gorący pasztecik…

— Nienienie… To nie pypeć. Takie coś, co się mówi, kiedy człowiek coś odkryje. Biegnie się po ulicy i krzyczy… — gorączkowo tłumaczyła osmalona postać. — Takie specjalne słowo… — dodała, marszcząc czoło pod warstwą sadzy.

Tłumek niechętnie pogodził się z faktem, że więcej wybuchów nie będzie; teraz otoczył osmalonego alchemika. Widowisko mogło się okazać równie zajmujące.

— Tak, zgadza się — oświadczył starszy mężczyzna, nabijając fajkę. — Krzyczy się „Pożar! Pożar!”. — Był wyraźnie dumny z siebie.

— To nie to…

— Albo „Ratunku!”, albo…

— Nie, on ma rację — przerwała mu kobieta z koszem ryb na głowie. — Jest takie specjalne słowo. Zagraniczne.

- 6 -