«Ruchome obrazki»

- 3 -

— Formalnie rzecz biorąc, Strażnik musi być wyznaczony przez Najwyższą Kapłankę — wyjaśnił. — A Najwyższych Kapłanek nie ma już od tysięcy lat. Widzisz, nauczyłem się wszystkiego od starego Tento, który tu mieszkał przede mną. Pewnego dnia zawołał mnie i mówi: „Deccan, wygląda na to, że umieram, więc teraz wszystko spada na ciebie, bo jeśli nie zostanie tu nikt, kto należycie pamięta, wszystko zacznie się od początku, a wiesz, co to oznacza”. No i w porządku… Ale trudno to nazwać oficjalnym naznaczeniem, ot co.

Obejrzał się na piaszczyste wzgórze.

— Żyliśmy tu tylko on i ja — westchnął. — Potem już tylko ja, który pamiętałem Holy Wood. A teraz… Podniósł dłoń do ust.

— O rany…

TAK, powiedział Śmierć.

Błędem byłoby stwierdzenie, że po twarzy Deccana Ribobe przemknął wyraz paniki, ponieważ w tej chwili jego twarz znajdowała się o kilka sążni od niego i ozdabiał ją rodzaj zastygłego uśmiechu, jakby Deccan wreszcie zrozumiał dowcip. Ale jego duch wyraźnie się zmartwił.

— Widzisz, bo to jest tak — zaczął pospiesznie. — Nikt tu nie przychodzi, tylko rybacy z sąsiedniej zatoki, ale oni zostawiają ryby i uciekają, a to z powodu zabobonów. No a przecież nie mogłem iść i szukać sobie ucznia, bo musiałem podtrzymywać ogień i wznosić modły…

TAK.

— …To straszna odpowiedzialność, kiedy jest się jedynym, który potrafi wykonywać jakąś pracę…

TAK! zgodził się Śmierć.

— Oczywiście, tobie nie muszę tłumaczyć…

NIE.

— …I wiesz, miałem nadzieję, że znajdzie się jakiś rozbitek albo ktoś przyjdzie tu szukać skarbów, a ja mu wszystko wytłumaczę, jak kiedyś stary Tento mnie, nauczę pieśni… No, jakoś to pozałatwiam, zanim umrę…

TAK?

— Pewnie nie ma możliwości, żebym tak jakby…

NIE.

— Tak myślałem — westchnął przygnębiony Deccan. Spojrzał na fale załamujące się przy brzegu.

— Kiedyś, tysiące lat temu, stało tu wielkie miasto — powiedział.

— Znaczy się tam, gdzie teraz jest morze. Kiedy przychodzi sztorm, można usłyszeć dawne dzwony świątyni bijące pod wodą.

WIEM.

— Lubiłem tu siadać w wietrzne noce i słuchać. Wyobrażałem sobie martwych ludzi na dole, jak dzwonią w dzwony.

A TERAZ MUSIMY JUŻ IŚĆ.

- 3 -