«Straż! Straż!»

- 6 -

— Przepraszam, bardzo przepraszam — powiedziała zmartwiona postać. — Obawiam się, że pomyliłem stowarzyszenia. Chyba źle skręciłem… Już wychodzę, jeśli wolno…

— A jego figgin nabity na kolec — powtórzył z naciskiem Najwyższy Wielki Mistrz, zagłuszając skrzypienie wilgotnego drewna, gdy brat Odźwierny usiłował otworzyć mroczny portal. — Skończyliśmy już? Czy jeszcze ktoś nie znający prawdy zabłądził tu w drodze gdzie indziej? — dodał z gorzką ironią. — Dobrze. Świetnie. Bardzo się cieszę. Chyba wolno mi spytać, czy zabezpieczono Cztery Strażnice? Bardzo dobrze. A Spodzień Świętości? Czy ktoś pamiętał, żeby go oczyścić? Ach, ty? Odpowiednio? Sprawdzę, jeśli wolno… W porządku. Czy przewiązano okna Czerwonymi Powrozami Intelektu, wedle starożytnych nakazów? Doskonale. Teraz możemy ruszać dalej.

Troszkę zawiedziony, tonem kogoś, kto przejechał palcem po górnej półce w spiżarni synowej i nie znalazł ani pyłka, Wielki Mistrz podjął rytuał.

Co za banda, myślał. Gromada nieudaczników, których żadne inne tajne stowarzyszenie nie dotknęłoby nawet dziesięciostopowym Berłem Władzy. Tacy wyłamują sobie palce przy najprostszym tajnym uścisku dłoni.

Ale jednak są to nieudacznicy pełni potencjalnych możliwości. Niech inne stowarzyszenia biorą wykształconych, sprawnych, ambitnych i pewnych siebie. On przyjmie tych żałosnych, pełnych żółci i złości, którzy wiedzą, że na pewno osiągnęliby sukces, gdyby tylko dać im szansę. Przyjmie tych, u których zalew jadu i złośliwości tamowały tylko cienkie mury niezdarności i lekkiej paranoi.

I głupoty. Wszyscy złożyli przysięgę, myślał, ale ani jeden nie spytał, co to takiego „figgin”.

— Bracia — powiedział głośno. — Mamy dzisiaj do omówienia sprawy wielkiej wagi. W naszych rękach spoczywa los rządów, nie, spoczywa sama przyszłość Ankh-Morpork.

Przysunęli się bliżej. Najwyższy Wielki Mistrz poczuł znajomy dreszcz władzy. Wsłuchiwali się w jego słowa. To uczucie warte było przebierania się w głupie szaty.

— Czy nie wiemy doskonale, że miasto jest w mocy ludzi zepsutych, którzy tuczą się nieuczciwie zdobytymi bogactwami, kiedy lepszych od nich odsuwa się i zmusza do nędznej służby?

— Dobrze wiemy! — oświadczył z zapałem brat Tynkarz, kiedy zdążyli w pamięci przetłumaczyć sobie mowę Mistrza. — Ledwie w zeszłym tygodniu w Gildii Piekarzy próbowałem wykazać mistrzowi Critchleyowi, że…

- 6 -